Najmłodszy z najstarszych, samouk z sercem jak przester.
Nie chodzi o to, żeby grać głośno. Chodzi o to, żeby czuć, że żyjesz.
Data urodzenia: niech pozostanie tajemnicą – wiadomo tylko, że początek XXI wieku, wrzący Poznań i eksplozja dźwięków z lokalnych scen. To właśnie tam narodził się chłopak, który od pierwszego riffu wiedział jedno: scena to energia – trzeba ją dawać i brać z pełną mocą.
Początki, czyli muzyczny gen w rodzinie
Tymek dorastał w domu, gdzie rock nie był tylko muzyką, ale stylem życia.
Mama – fanka Comy i Marka Piekarczyka – wniosła w jego duszę alternatywną wrażliwość.
Ojciec – klasyk spod znaku TSA i Turbo – dodał mu szczyptę twardego riffu.
Brat – nowoczesny, w klimatach Korn i Gojira – pokazał, że metal też potrafi być progresywny.
Nic dziwnego, że w wieku 7 lat Tymek złapał za gryf i już wtedy wiedział, że „ta dziwna gitara z tyłu, chodząca własnymi ścieżkami” jest jego przeznaczeniem.
Pierwsze koncertowe kroki stawiał w pierwszej stolicy Polski, gdzie z zespołem Savior rozpoczął swoją muzyczną odyseję. Od razu wskoczył na głęboką wodę – techniczny thrash/death metal to nie zabawa dla początkujących.
nigdy nie było ideału, dopóki nie powstał ten.
brat bliźniak, ale z charakterem.
bo „basowe piece” to już przeszłość.
trochę orientu w tej polskiej miksturze musi być.
Dziki Tymek – basista, konstruktor, filozof riffu i jednocześnie chłopak, który nie boi się ubrudzić rąk.
Na scenie daje z siebie wszystko, poza sceną szuka równowagi.
Jak mówi sam o sobie: „Nie chodzi o to, żeby grać głośno. Chodzi o to, żeby czuć, że żyjesz.”
Od reaktywacji w 2020 roku zagraliśmy ponad 80 koncertów – od Wrocławia po Viña Rock w Hiszpanii. Punk rock bez zamulania.
Pełna biografia →